Kategoria: Szkice o literaturze

Sprzedaj lodówkę i jedź

Gringo wśród dzikich plemion

 

Marzysz o podróżach? Kuszą Cię przygody, obce kraje? Chcesz spotkać dzikich z amazońskiej dżungli i postrzelać z dmuchawki? Nic prostszego! Wystarczy sprzedać lodówkę i jechać, bo “marzenia nie mają ceny, a bilety lotnicze owszem.”

Tak przynajmniej twierdzi znany, kontrowersyjny publicysta i podróżnik Wojciech Cejrowski.

Tyle że to pozornie jest tylko takie proste i łatwe… W świecie, w którym nawet motyle mogą cię zabić, nie wystarczy lodówka. O nie! Trzeba mieć jeszcze tupet jak taran, refleks jak błyskawica i … język jak gawędziarz…

A Wojciech Cejrowski ma i jedno i drugie… a opowiada jak nikt…

Gringo wśród dzikich plemion to właśnie zbiór jego opowieści i wspomnień z podróży do Ameryki Południowej, spotkań z dzikimi Indianami, “dziką” cywilizacją i z dziką przyrodą. Zbiór to przy tym niesamowicie mądry, choć autor w sposób lekki i bez nachalnego moralizowania dzieli się swoją wiedzą i spostrzeżeniami na temat odwiedzanych miejsc, spotykanych ludzi, w tym Indian, ich sposobu myślenia i spojrzenia na świat, ich kultury i zwyczajów. Uczy nas jak dzicy postrzegają czas, jak z odgłosów wydawanych przez tukany wyczytać jaka będzie pogoda, czy też jak za pomocą słów gringo, nóż, zabić (to są często jedyne słowa po hiszpańsku, które znają dzicy) powiedzieć Bardzo smaczna ta zupa z małpy, dziękuję. Jest to również zbiór dowcipny, bo swoje spostrzeżenia i przygody Wojciech Cejrowski przedstawia ze swadą godną prawdziwego Indianina czy średniowiecznego barda, okraszając każdą historię świetnymi żartami i satyrycznymi puentami. Posłuchajcie:

Motyl – bardzo delikatne słowo. Zwiewne; zupełnie jak… motyl. Po angielsku też jest delikatne – butterfly. (…) brzmi jak aksamit. Jest takie… maślane.

Po francusku, z kolei śliczne, drobniutkie – papillon.

Po hiszpańsku, urocze – mariposa.

Po rosyjsku, kochane – baboćka.

A po niemiecku SCHMETTERLING! No cóż.

***

Motyle w Amazonii są tak piękne, że zapierają dech w piersiach. (…) Raz na zawsze…

Leci sobie baboćka, leci papillon, leci mariposa…i nagle okazuje się, że to jednak !!!SCHMETTERLING!!!

 

Z mgły zrodzony Brandon Sanderson

Z mgły zrodzony

 

Przez tysiąc lat popiół zasypywał kraj, nie kwitły kwiaty. Przez tysiąc lat skaa wiedli niewolnicze życie w nędzy i strachu. Przez tysiąc lat Ostatni Imperator, Skrawek Nieskończoności rządził władzą absolutną i ostatecznym terrorem, niezwyciężony jak bóg.

Taki opis widnieje na okładce powieści Z mgły zrodzony Brandona Sandersona, choć według mnie wystarczyłoby krótsze ostrzeżenie podobne do tego z opakowań papierosów, bo Z mgły zrodzony to powieść niebezpieczna. Może spowodować pożar domu albo przynajmniej pozbawić cię posiłku, gdy pogrążony w lekturze zapomnisz o gotującym się obiedzie. Może też przyczynić się do rozwodu, bo zamiast o małżonku będziesz myśleć o dalszych losach bohaterów tej powieści.

Ja tego nie wiedziałem, gdy wziąłem do ręki ten gruby (liczący ponad 600 stron) tom, ale Thelksi szybko uświadomiła mi grożące niebezpieczeństwa.

Zrodzony z Mgły to powieść fantasy o grupie uzdolnionych (również magicznie) złodziei, z szesnastoletnią Vin i charyzmatycznym Kelsierze na czele, którzy ośmielają się walczyć z obdarzonym boskimi mocami Ostatnim Imperatorem – absolutnym władcą spowitego tajemniczą mgłą i popiołem Ostatniego Imperium – o wolność dla skaa.

Brzmi banalnie i przewidywalnie, ale powieść wciąga i zapewnia dobrą rozrywkę na kilka dni. Zasługa to – oczywiście – sprawnego pióra autora, ciekawych opisów i dialogów z filozoficznymi kwestiami (“Czym są pieniądze? Fizyczna interpretacja abstrakcyjnej idei wysiłku.”), które budują nastrój i zmuszają czytelnika do ciągłego zadawania pytań – czy racja jest w 100% po stronie głównych bohaterów, co sprawiło, że ubogi syn kowala, chcąc ratować świat, zmienił się w Ostatniego Imperatora, niemal boga, którego poddani zwą “Skrawkiem Nieskończoności”. Nie mniej intryguje wykreowany szczegółowo świat Ostatniego Imperium z jego strukturą polityczną i społeczną, z czerwonym słońcem, wszechobecnym popiołem, brązowymi roślinami i przerażającą mgłą, ciekawy system magii z allomancją i feruchemią, niepapierowi bohaterowie z ich zaletami i wadami oraz wartka akcja.

Z mgły zrodzony to pierwszy tom cyklu Ostatnie Imperium, ale na pewno nie ostatni, po który sięgnę. Przy tym – choć nie uzyska się odpowiedzi na wszystkie nurtujące nas pytania  – można zakończyć swoją przygodę z Vin na tym tylko tomie, zawiera on bowiem satysfakcjonujące zakończenie.

 

Ostatnie słowo zawsze należy do niej…

 Film Everest

 

Wszyscy pamiętamy tragedię zimowego wejścia Polaków na Broad Peak z dnia 3 marca 2013 r., ale Broad Peak to nie jedyny szczyt, z którym związana jest śmierć. Próbując zdobyć Kilimandżaro ginie 8-9 osób rocznie. Sam Mont Blanc co roku zabiera kilkadziesiąt wspinaczy (od 30 do 70 osób w roku). Ta ponura statystyka dotyczy również Mount Everest. Od 1924 r. do sierpnia 2015 r. góra pochłonęła 282 ofiary, w tym 2015 r. – 19… Ale liczba himalaistów wcale nie maleje…

Zastanawialiśmy się, co ich napędza, co nimi kieruje, że ryzykując życie, próbują zdobyć wymarzony szczyt…

 

Kadr z filmu Everest

 

Myśleliśmy, że odpowiedzi udzielą nam Jon Krakauer i Beck Weathers, ocaleni uczestnicy  jednej z największych tragedii w historii Everestu z maja 1996 r. i autorzy dwóch książek opisujących ich zmagania z Dachem Świata (odpowiednio “Wszystko za Everest” i “Everest. Na pewną śmierć”) oraz zrealizowana na kanwie historii Weathersa produkcja “Everest”, ale… nie znaleźliśmy jednej właściwej odpowiedzi…

… bo chyba takiej nie ma…

Każdego napędza inny spiritus movens… Dla jednego może to być ucieczka od czarnych chmur depresji, dla drugiego chęć sprawdzenia się i zmierzenia się z samym sobą oraz naturą, dla innych to rodzaj sportu, droga do zdobycia sławy czy pieniędzy lub też próba spełnienia marzenia, pokazania innym, że jeśli tylko czegoś się chce, można to osiągnąć… Są też tacy, którzy próbują zdobyć szczyt – cytując George’a Mallory’ego – “bo istnieje”…

Obie opowieści i film są warte uwagi. Relacjonują tę samą historię, ale czynią to w inny sposób, bez patosu i budowania pomników. Zarówno Krakauer, jak i Weathers, czy też reżyser Baltasar Kormákur, pokazują po prostu prawdziwych ludzi, którzy w maju 1996 roku podjęli nie tylko atak na szczyt Everestu, ale i walkę z surowością natury i ze swoimi słabościami, tymi psychicznymi i fizycznymi. Walkę, którą niestety nie wszyscy wygrali… Bo bez względu na siłę i umiejętności… i tak ostatnie słowo zawsze należy do niej. Do góry…

 

Kadr z filmu Everest