Kategoria: Szkice o literaturze

Słowik – Kristin Hannah

Słowik - Kristin Hannah

 

Tym razem nie będzie szerokiej recenzji. Napiszę tylko, że to nie jest łatwa książka, ale każde zawarte w niej słowo jest warte poświęconego mu czasu.

Na okładce książki widnieje napis:

“Miłość pokazuje nam, kim chcemy być. Wojna pokazuje, kim jesteśmy”.

W mojej ocenie, te dwa zdania są wystarczającą zachętą do jej przeczytania.

 

Kristin Hannah. Słowik. Świat Książki

 

Słowik - Kristin Hannah

 

Rezydencja. Sekretne życie Białego Domu – Kate Andersen Brower

 

Rezydencja. Sekretne życie Białego Domu

 

Każdy, kolejny prezydent Stanów Zjednoczonych w dniu swojego zaprzysiężenia otwiera nowy rozdział historii – nie tylko świata, ale też Białego Domu, najtrwalszego symbolu amerykańskiej prezydentury.

Jak więc wyglądało życie w Białym Domu, gdy mieszkał w nim John Fitzgerald Kennedy, Ronald Reagan, Bill Clinton, Barack Obama? Jakie sekrety skrywały ich rodziny? Rąbka tajemnicy uchylają – w książce Kate Andersen Brower Rezydencja. Sekretne życie Białego Domu – pracownicy tego najsłynniejszego domu świata. Zdradzają, że Lyndon Johnson terroryzował otoczenie i rzadko był usatysfakcjonowany. Zadręczał hydraulika swoją obsesją na punkcie ciśnienia i temperatury wody pod prysznicem. Według Lyndona Johnsona woda zawsze była za zimna a strumień zbyt słaby. Zażegnanie „kryzysu prysznicowego” trwało prawie 5 lat i pochłonęło w tamtych czasach (lata 60-te XX wieku) 10 tysięcy dolarów. Z kolei floryści, aby zadowolić Nancy Reagan ściągali z Europy nocnym samolotem białe frezje, których okres kwitnienia akurat w Stanach się skończył. Clintonowie natomiast, gdy nie mogli w nocy spać, przestawiali meble z jednego pokoju do drugiego. Książka zawiera też wspomnienia smutnych wydarzeń z 22 listopada 1963 r. (zamachu na ukochanego prezydenta Johna F. Kennedy’ego).

To oczywiście nie wszystko. Reportaż Kate Andersen Brower – wynik wielogodzinnych rozmów ze służbą Białego Domu – zdradza jeszcze inne sekrety prezydenckich rodzin. Nie znajdziemy tu jednak żadnych brudów czy pikantnych skandali, pracownicy słyną bowiem ze swojego oddania i  lojalności  – i o tym również jest ta książka.

Całe łóżko prezydenta i pierwszej damy było poplamione krwią. (…) To była krew Billa Clintona. Prezydentowi założono kilka szwów. Jak sam stwierdził, uderzył się, wpadając po ciemku w nocy na drzwi od łazienki. Jednak jego wyjaśnienia nie przekonały wszystkich.

– Byliśmy niemal pewni, że uderzyła go książką (…).

…możliwe, że Biblią 🙂

 

Polecamy!

 

Kate Andersen Brower Rezydencja. Sekretne życie Białego Domu. Wydawnictwo Znak

 

Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki – Mario Vargas Llosa

 

Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki Mario Vargas Llosa

 

Ricardo Somocurcio urodził się i dorastał w Miraflores. W swoim życiu pragnął tylko – zamieszkać w Paryżu i… jej – „niegrzecznej dziewczynki”.

Pojawiła się w jego nastoletnim życiu w pewne upalne lato, zwracając na siebie całą jego uwagę. Ze smukłym ciałem, buzią modelki, ciemnymi, szelmowskimi oczami i pełnymi ustami była ucieleśnieniem kobiecej kokieterii. Chciał, żeby była jego. W pewnym momencie żył tylko po to, by jej pragnąć i myśleć o niej? Zawsze oddany i bezinteresowny. A Ona? Ona pojawiała się w jego życiu i znikała. Dlaczego znikała – zazwyczaj na długo i bez śladu? Czego „niegrzeczna dziewczynka” szukała w swoim życiu? O tym dowiecie się czytając książkę Mario Vargas’a Llosy Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki.

Polecamy!

 

– (…) Myślę, że jedynym mężczyzną, któremu nigdy nie skłamałam w łóżku, jesteś ty.

– No cóż, w twoich ustach brzmi to jak wyznanie miłości.

 

 

Czochrałem antarktycznego słonia Mikołaj Golachowski

 

czochrałem-antarktycznego-słonia-mikołaj-golachowski

 

Świat jest znacznie większy niż najlepsze nawet zdjęcie. Nie zmieści się w ramce.

 

Nie wiem, jak wy, ale my z utęsknieniem – po choćby najpiękniejszej  zimie – czekamy na ciepłą wiosnę i upalne lato. Wprawdzie lubimy śnieg, mróz i białe szaleństwo, jednak nic nie może się równać z ciepłym wiatrem i budzącą się do życia roślinnością. Nic też nie dorówna wypoczynkowi nad morzem i spacerom po plaży. Są jednak ludzie, dla których wakacje w ciepłej Hiszpanii to koszmar.

Jedną z takich osób jest Mikołaj Golachowski – zafascynowany zwierzołkami i chłodem podbiegunowego świata polski podróżnik, polarnik i biolog, którego całe życie prowadziło do spotkania z wielorybami, do lodowców, do pingwinów i słoni morskich, dla którego Antarktyda jest rajem.

W swojej książce o zabawnym tytule Czochrałem antarktycznego słonia autor zabiera nas w ekscytującą podróż do skutych lodem krain, z humorem i niesamowitą elokwencją przybliżając nam piękno Arktyki i Antarktyki, historię odkryć i podbojów tych terenów oraz urok wykonywanego przez siebie zawodu. I muszę przyznać czyni to w sposób niezwykle sugestywny i obrazowy.

Każda część książki to przeplatana anegdotami barwna opowieść o zwierzołkach (m.in. Kubie – kulawym wróblu z orlim charakterem, uchatkach o wysokim współczynniku przytulności czy też o płetwalu błękitnym, który jest jakby pod każdym względem trochę “bardziej”), o odkrywcach, naukowcach i mieszkańcach owych nieprzystępnych obszarów. To również opowieść o człowieku, który udowadnia, że szczęście może dać praca. Oczywiście, pod warunkiem, że robi się to, co się lubi. A że Mikołaj Golachowski kocha swoją pracę, widać na każdej stronie.

Polecamy!

 

… spędziłem noc z dużym samcem uchatki, który postanowił się schronić przy naszym namiocie i podzielić ze mną ciepłem. Rano, gdy wstałem, spojrzałem mu w oczy i obaj zdecydowaliśmy, że zachowamy ten incydent dla siebie. Nigdy więcej się nie spotkaliśmy i nie piszemy do siebie, ale do tej pory czasem go wspominam.

 

Czar Chanel – Paul Morand

Czar Chanel

 

Rozmawiam z panem dziś wieczór nie przed szczytem Puy-de-Dôme w moich rodzinnych stronach, tylko w Sankt Moritz, naprzeciw Berniny. Zaczynam opowiadać panu moje dawne życie nie w ciemnym domu, w którym pewnego dnia przyjęto bez czułości i bez ciepła, dumną i zamkniętą w sobie dziewczynkę, tylko w rozświetlonym hotelu, gdzie bogacze się bawią i zażywają aktywnego wypoczynku. Niemniej jednak, czy to dzisiaj w Szwajcarii, czy dawno temu w Owernii, jedyne, co mnie spotkało i spotyka to samotność.

 

Tymi słowami Coco Chanel rozpoczęła osobistą opowieść o sobie i swoim życiu. Adresatem tej opowieści był Paul Morand, który zafascynowany osobowością  Coco Chanel przelewa wszystkie opowiedziane przez nią historie na papier. Napisana przez niego książka Czar Chanel ma premierę w 1976 r. i natychmiast zachwyca krytyków. W 1996 r. Karl Lagerfeld (dyrektor artystyczny domu mody Chanel) zafascynowany tak osobistą opowieścią Chanel tworzy ilustracje, dzięki którym powstaje nowa, wyjątkowa edycja Czaru Chanel.

Paul Morand stwierdził, że Coco Chanel była jak Nemezis – grecka bogini zemsty, sprawiedliwości i przeznaczenia. Ona sama uważała natomiast, że jest żeńską wersją króla Midasa (władcy Frygii, bohatera wielu mitów greckich, gdzie przypisywano mu wyjątkową głupotę). Była zdania, że nie posiada zmysłu do interesu i że nie jest bezinteresowna. Cokolwiek by jednak nie sądzić,  jedno jest pewne – była geniuszem, a jej twórczość przyniosła zagładę stylowi dziewiętnastego wieku.  Mówiła “oddałam ciału kobiet należną wolność, to ciało pociło się w galowych strojach, pod koronkami, gorsetami, bielizną, watowaniem”. Nowemu stuleciu zaoferowała prostotę, wygodę i schludność. Skróciła suknie, uhonorowała dżersej, krepy i muśliny zastąpiła wełną. Uważała, że kolor czarny i biały jest pięknem absolutnym.

Czar Chanel nie jest jednak tylko historią o tworzeniu nowego stylu w modzie. To przede wszystkim opowieść o kobiecie. Jej wielkości, pasji, ogromnej pracy i determinacji w dążeniu do celu. Kobiecie dumnej, a zarazem intrygującej, dla której najwyższe dobro to wolność i niezależność. Kobiecie, która uważała, że była tym, kim chciała być.

Czar Chanel to opowieść o rewolucjonistce również w sposobie myślenia i mówienia. O osobie odważnej i niebanalnej, która umiała odróżnić urodę i wdzięczenie się od piękna; która doskonale zdawała sobie sprawę, że uroda przemija, a to co pozostaje to piękno. I to ono jest tak naprawdę ważne.

To pozycja obowiązkowa dla miłośników legendarnej projektantki.

 

Coco Chanel

 

Studnia Wstąpienia Bohater wieków – Brandon Sanderson

Studnia Wstąpienia Bohater Wieków

 

Pamiętacie Vin i jej przyjaciół z powieści Brandonda Sandersona Z mgły zrodzony?

Kelsier, Vin i ich przyjaciele, główni bohaterowie powieści Brandonda Sandersona Z mgły zrodzony, całe zło Ostatniego Imperium utożsamili z Ostatnim Imperatorem. Dlatego ich plan wydawał się idealny. Wystarczy wyeliminować zło (czyt. Imperatora), a świat będzie lepszy. Niestety, mylili się…

Imperator zginął, skaa odzyskali wolność, ale szczęście nie zawitało do świata allomantów. Przeciwnie, wydaje się, że sukces buntowników otworzył puszkę Pandory. Ostatnie Imperium wyniszczają głód,  zabójcze mgły i walki o sukcesję po Imperatorze… Wydaje się, że koniec świata jest bliski. Vin z przyjaciółmi po raz kolejny musi stawić czoła potężnym przeciwnikom… Czy uda im się zapewnić szczęście, ład i pokój dowiecie się z lektury…

Studnia Wstąpienia i Bohater wieków to kolejne dwa tomy trylogii Ostatnie Imperium, opisujące dzieje Vin i jej towarzyszy w świecie po obaleniu Ostatniego Imperatora. Tomy, które czyta się z nieskrywaną przyjemnością. Autor ze swadą prowadzi nas od przygody do przygody, strona za stroną coraz bardziej nas zaskakując i zapewniając rozrywkę na długie godziny. To znakomite zwieńczenie historii Zrodzonej z mgły stanowi must read każdego miłośnika literatury, nie tylko fantasy.

 

Człowiek jest tym, co go pasjonuje. Odkryłem, że jeśli ktoś rezygnuje z tego, czego pragnie w imię tego, czego swoim zdaniem powinien pragnąć bardziej, koniec jest żałosny.

 

Zanim się pojawiłeś – Jojo Moyes

Jojo Moyes Zanim się pojawiłeś

 

Lou Clark jest młoda i ładna. Ma dwadzieścia sześć lat, świat stoi przed nią otworem, ale wiedzie nudne zwyczajne życie (chyba że za emocjonujące uznamy liczenie kroków od przystanku autobusowego do domu). Nie ma żadnych ambicji i aspiracji. Woli stagnację i rutynę od zdobywania doświadczeń i poszerzania horyzontów, bo tak jest spokojniej i bezpieczniej. Jej przeciwieństwem jest  Will Traynor, bogaty trzydziestopięcioletni miłośnik sportów ekstremalnych, muzyki klasycznej, starych win i młodych kobiet, który – choć chciałby żyć pełnią życia – wskutek nieszczęśliwego wypadku zostaje przykuty do wózka inwalidzkiego. Dwoje młodych ludzi, dwa przeciwieństwa, których ścieżki splata ze sobą los …

Brzmi to jak początek banalnego wyciskacza łez, jak współczesna wersja Kopciuszka, prawda? Ale, choć powieść Zanim się pojawiłeś Jojo Moyes jest reklamowana jako historia miłosna (sama autorka tak ją określa), historia ta nie jest kolejnym harlequinem. To nie jest książka o miłości, choć głównym motorem akcji są relacje Lou Clark i Willa Traynora. Przeciwnie, to sprawnie napisana prostym, naturalnym językiem powieść obyczajowa o życiu, jego kształcie i naszych możliwościach jego kształtowania. Powieść, która uczy, że należy żyć odważnie, która uczy, że – o tym, jak chcemy żyć, jak ma wyglądać nasza codzienność, nie powinni decydować inni. Choć nie jesteśmy samotną wyspą, choć nie żyjemy w społecznej próżni i na nasz los wpływają również inni ludzie (oraz okoliczności, przedmioty, zasady i konwenanse), ostateczna decyzja w tej kwestii zawsze powinna należeć do nas.

Przeczytajcie koniecznie!

Nie mówię, że masz skakać na bungee z wieżowców czy pływać z wielorybami (chociaż cichcem bym się z tego cieszył), ale żebyś żyła odważnie. Zmuszaj się do przekraczania własnych granic. Nie spoczywaj na laurach. (…) Po prostu żyj dobrze. Po prostu żyj.

 

Święto trąbek – Marta Masada

święto-trąbek-marta-masada-recenzja-szkice-nad-literaturą-thelksinoe

 

Wydaje się, że Zula ma wszystko, co potrzebne jest do tego, aby być szczęśliwą: jest młoda, piękna, dobrze wykształcona, ma pracę zapewniającą jej finansową stabilizację,

a jednak…

W życiu Zuli mrok osiąga maksimum. Jest zawieszona w przestrzeni, w której obrazy wojny i Auschwitz (zaszczepione przez wychowującego ją dziadka) ścierają się z upadlającym, a zarazem uzależniający ją seksem, z poczuciem winy i lękiem.

Marta Masada ma niewątpliwie talent. Łatwość, z jaką kreuje sylwetkę swojej bohaterki, budzi podziw. Wystarczy kilka zdań, krótki, acz dosadny monolog wewnętrzny, a już czuje się to, co czuje Zofia (Zula) Pogorzelska. Autorka wykreowała bohaterkę charakterystyczną, dostrzegającą pustkę i szarość polskiej rzeczywistości i mentalności, naznaczoną poczuciem winy i … nielogiczną obsesją na punkcie Żydów, superbohaterów Shoah. Zula, wychowana przez ocalałego z Auschwitz dziadka, stuprocentowa Polka, gojka, chce zostać żoną Żyda i rodzić żydowskie dzieci.

Całym jej życiem rządzi to obsesyjne pragnienie miłości, spaczone przez wydumane poczucie winy za Holocaust i wyobrażenie Żydów – pięknych i mądrych superbohaterów. Wyobrażenie urojone. Jej kolejnym wybrankom, oczywiście żydowskiego pochodzenia,  daleko do tych wyśnionych ideałów z opowieści dziadka. Pierwszy (reżyser Roman Wrzeszcz) to żonaty samiec alfa, który spotyka się z Zulą tylko dla wyuzdanego i poniżającego seksu. Drugi to jego stuprocentowe przeciwieństwo – niedojrzały artysta (Rafael Hirsch), który mimo trzydziestu lat na karku kurczowo trzyma się maminej spódnicy. Trzeci, ehh… szkoda słów. Przy tym, wszystkich jej wybranków, mimo że znajdują się na przeciwległych wierzchołkach trójkąta łączy jedno – ogromna miłość własna, w której nie ma miejsca dla naszej bohaterki.

Niemniej, Zula lgnie do Żydów, próbując – na swój sposób – zadośćuczynić ciążącej jej winie. A jej starania, jej wysiłki, składają się na historię o polskiej szarości i braku radości w życiu, na historię o Polakach i Żydach, sąsiadach z tego samego miasteczka, o wzajemnej licytacji, która to z nacji (Polacy czy Żydzi) więcej wycierpiała w trakcie II wojny światowej i o wzajemnej niechęci (antysemityzmie i antypolonizmie).

Święto trąbek, choć to powieść o poszukiwaniu miłości, nie jest romantyczną hollywoodzką historią znaną z twórczości Nicholasa Sparksa. To powieść, która nie pozwala na obojętność, irytuje (głównie kreacją głównej bohaterki) i bulwersuje (przede wszystkim pornograficznymi momentami), ale również zmusza do myślenia, do refleksji nad przyczynami takiej a nie innej naszej rzeczywistości i mentalności. Autorka – parafrazując jednego z bohaterów Święta trąbeknie jest „malarzem pejzażowym”. Chce się wyrazić, a nie upiększać. Woli niepokoić niż wszystkim się podobać. Jej powieści nie opatrzysz znakiem „satysfakcja gwarantowana”, ale spędzonego z nią czasu nie uznasz za stracony.

Sztuka, która nie oburza i nie prowokuje, nie jest sztuką. Jest wtedy tylko przyjemnym ornamentem. (…) Ona musi odrzucać i wywoływać dyskomfort. Wtedy dotyka prawdy.

 

Jak przestałem kochać design Marcin Wicha

Jak przestałem kochać design

 

Design jest wszędzie. Z wyjątkiem szpitali publicznych i nieergonomicznych szkolnych ławek, otacza nas niemal z każdej strony. Designerskie są meble, lampy i dywany. Designerski jest sprzęt AGD, poczynając od kultowej wyciskarki P. Starcka po szczoteczkę do zębów (również Starcka). Designerskie są ubrania i budynki. Pojęciem design określamy wiele różnych przedmiotów, których łączy obecnie jedno. Wysoka cena, bo jak zauważa Marcin Wicha, autor Jak przestałem kochać design:

 

Design ma jedno zadanie: uzasadniać cenę.

 

Jak przestałem kochać design Marcina Wichy to książka o urnach i o tym, dlaczego według branży pogrzebowej Polskę zamieszkują dwa rodzaje ludzi – chrześcijanie i przedstawiciele sekty florystów, o drewniakach i klockach Lego, o ojcu autora (który nie wpuszczał brzydoty za próg) i polskiej szkole plakatu.

Jak przestałem kochać design jest to zbiór krótkich felietonów, przemyśleń autora na temat projektowania, wzornictwa (czyli designu) i przedmiotów. Spostrzeżeń, w których za zabawnymi anegdotami i ironicznymi uwagami o projektantach, artystach i przedmiotach kryje się gorzka prawda o nas samych. I to jest właśnie główny temat opowiastek Marcina Wichy. Nie przedmiot, nie design, ale nasza polska mentalność i nasz stosunek do tych pojęć oraz kryjących się za nimi desygnatami w okresie szarego PRL-u i pastelowej III RP. Wszystko to przy tym zostało skreślone lekkim piórem. Bez patosu, bez moralizowania, za to z dystansem, dowcipem i lekkim sarkazmem. Polecamy!

 

Małe życie – Hanya Yanagihara

Małe życie Hanya Ynagagihara

 

Wierzymy (lub przynajmniej chcemy wierzyć), że życie jest sprawiedliwe, że los za zło odpłaca karą, że wynagradza dobro, a krzywdę naprawia. Chcemy wierzyć, że życie może być bajką. Że biedny pastuszek, młynarczyk czy szewczyk za swą odwagę i spryt otrzyma pół królestwa i rękę księżniczki. Że pocałunek prawdziwej miłości potrafi odczynić klątwy i wybudzić z wiecznego snu… Tymczasem… Tymczasem w życiu jedni mogą zrealizować, wszystko co zamarzą, bo los im zawsze sprzyja. Innym od początku (tj. od narodzin) los rzuca kłody pod nogi – rodzą się z wadami genetycznymi, żyją w biedzie i umierają w samotności. Biedni, zamiast otrzymać pół królestwa, umierają z głodu lub w chorobie. Dobroć nie chroni przed przestępczością, chorobą lub biedą. Dzieci padają ofiarami pedofilii, a zamiast naprawy krzywd czeka je choroba, śmierć lub zniszczona psychika… A pocałunek prawdziwej miłości nie ma aż takiej cudownej mocy…

Powieść Małe życie Hanyi Yanagihary to wstrząsająca opowieść o niewyobrażalnej krzywdzie i równie wielkiej przyjaźni, której akcja toczy się w Nowym Jorku (czyli właśnie w mieście przyjaźni, tu przecież mieszkają także bohaterowie sitcomów o przyjaźni Przyjaciele i Jak poznałem waszą matkę). Z tym, że w odróżnieniu od wskazanych seriali ta historia nie bawi, nie wywołuje salw śmiechu. Przeciwnie, brutalnie wyciska łzy i zmusza do refleksji. Małe życie to taka bajka nie-bajka. Z jednej strony – pokazuje, że los wynagradza jej bohaterów (czwórkę przyjaciół) za ich dobroć. Każdy z nich osiąga niesamowity sukces w wybranym zawodzie. JB staje się wielkim malarzem, Malcolm wybitnym architektem, Willem aktorem o światowej sławie, a Jude znakomitym adwokatem. Zło spotyka kara (gwałciciel Caleb długo nie cieszy się życiem), a krzywdzony od dziecka Jude (główny bohater powieści), sierota i wychowanek domu dziecka, poznaje smak przyjaźni i miłości (również rodzicielskiej). I to miłości i przyjaźni bezwarunkowej, szczerej, prawdziwej i potężnej, ale niestety nie wszechpotężnej. Bo – z drugiej strony – choć czasami los wynagradza dobroć, karze zło, to jednak nagroda nie jest pełna, kara nie jest adekwatna do przewinienia, a szczęście nie jest wieczne.

Małe życie zostało okrzyknięte najgłośniejszą amerykańską powieścią 2015 r. Nie mam wątpliwości, że tak jest. Ta książka krzyczy – o tym, że człowiek człowiekowi może być nie tylko wilkiem, ale i przyjacielem. Że przyjaźń może uczynić znośnym nawet życie pełne cierpienia i udręk. Może nie przerwie pasma krzywd, ale pozwoli przez nie przejść i da chęć do dalszego życia…

Małe życie to lektura obowiązkowa… Przeczytajcie koniecznie!