Berlińska-depresja-dziennik-anda-rottenberg-opinia-recenzja-thelksinoe

 

No jednak trzeba się zacząć zbierać. Ledwo nabrałam jakiejś elementarnej rutyny, nabawiłam się nawyków, okiełznałam miejscową kanapę, poznałam trasy rowerowe i samochodowe, przyzwyczaiłam do ludzi, nawet ich polubiłam do tego stopnia, że pamiętam ich imiona i nazwiska. Dopiero teraz doceniam luksus, w którym żyłam. Ten spokój, ciszę, bibliotekę  pełnym wyborem wszystkich książek świata. Mam poczucie, że w ogóle z tego nie skorzystałam. Zapatrzona w Polskę, w dziejące się tam wydarzenia, tkwiłam tutaj półdupkiem, w niewygodnej pozycji osoby siedzącej z głową ustawicznie odwróconą do tyłu. Czas minął, przelał mi się przez palce, dłoń jest pusta, tylko bardziej pomarszczona.

 

Depresja to jednostka chorobowa, jedna z głównych przyczyn niezdolności do pracy, ale nie tylko… To również synonim marazmu, niemocy twórczej oraz niechęci do jakiejkolwiek aktywności. Depresja berlińska Andy Rottenberg nijak się ma do tych definicji i – szczerze mówiąc – zazdroszczę jej tego… Mimo “depresji”, nie popada w apatię, omija ją twórczy letarg… Przeciwnie, podróżuje, uczestniczy w wystawach, spotyka się ze znajomymi, czyta książki i pisze … Pisze dużo i celnie…

Berlińska depresja. Dziennik wrzesień 2015 – lipiec 2016 Andy Rottenberg to napisana piękną polszczyzną hybryda klasycznego dziennika (pamiętnika) i publicystyki, w której teraźniejszość przeplata się z przeszłością. Hybryda udana, płodna… bo błyskotliwa, mądra i elokwentna. Autorka pisze lekko, acz przejmująco. Odwołuje się do swoich (nie tylko) doświadczeń, przywołuje wspomnienia, analizuje i porównuje… Obserwuje Polskę po wyborach prezydenckich i parlamentarnych z 2015 r. Obserwuje otaczający ją świat i spotykane osoby… i punktuje zmieniającą się rzeczywistość,… W krótkich słowach, bezkompromisowo rozprawia się z ludźmi polityki, sztuki i nauki… Snuje refleksje, ale nie buja w obłokach, tylko twardo stąpa po ziemi, dostrzegając uroki życia i zagrożenia.

 

(…) uczestniczę w rozmaitych naukowych seminariach, zabieram głos w dyskusjach i biesiaduję. A także chodzę na koncerty i spotkania z ciekawymi ludźmi, wypożyczam i czytam książki, coś piszę, coś publikuję i obiecuję, że znów coś napiszę albo coś wygłoszę, albo zrobię jakąś wystawę. Z zewnątrz wygląda to tak, jakbym żyła w realnej rzeczywistości, a nie w jakimś wirtualnym balonie. Ale subiektywnie raczej płynę nad ziemią, jak jedna z moich ulubionych bohaterek ostatniej książki Olgi Tokarczuk, która już nie jest żywa, choć jeszcze nie umarła.

 

berlinska-depresja-dziennik-anda-rottenberg

Tytuł: Berlińska depresja. Dziennik wrzesień 2015 – lipiec 2016
Autor: Anda Rottenberg
Wydawnictwo: Krytyka Polityczna
Liczba stron: 352
ISBN: 978-83-65853-57-8
Premiera: 30-05-2018