Jojo Moyes Zanim się pojawiłeś

 

Lou Clark jest młoda i ładna. Ma dwadzieścia sześć lat, świat stoi przed nią otworem, ale wiedzie nudne zwyczajne życie (chyba że za emocjonujące uznamy liczenie kroków od przystanku autobusowego do domu). Nie ma żadnych ambicji i aspiracji. Woli stagnację i rutynę od zdobywania doświadczeń i poszerzania horyzontów, bo tak jest spokojniej i bezpieczniej. Jej przeciwieństwem jest  Will Traynor, bogaty trzydziestopięcioletni miłośnik sportów ekstremalnych, muzyki klasycznej, starych win i młodych kobiet, który – choć chciałby żyć pełnią życia – wskutek nieszczęśliwego wypadku zostaje przykuty do wózka inwalidzkiego. Dwoje młodych ludzi, dwa przeciwieństwa, których ścieżki splata ze sobą los …

Brzmi to jak początek banalnego wyciskacza łez, jak współczesna wersja Kopciuszka, prawda? Ale, choć powieść Zanim się pojawiłeś Jojo Moyes jest reklamowana jako historia miłosna (sama autorka tak ją określa), historia ta nie jest kolejnym harlequinem. To nie jest książka o miłości, choć głównym motorem akcji są relacje Lou Clark i Willa Traynora. Przeciwnie, to sprawnie napisana prostym, naturalnym językiem powieść obyczajowa o życiu, jego kształcie i naszych możliwościach jego kształtowania. Powieść, która uczy, że należy żyć odważnie, która uczy, że – o tym, jak chcemy żyć, jak ma wyglądać nasza codzienność, nie powinni decydować inni. Choć nie jesteśmy samotną wyspą, choć nie żyjemy w społecznej próżni i na nasz los wpływają również inni ludzie (oraz okoliczności, przedmioty, zasady i konwenanse), ostateczna decyzja w tej kwestii zawsze powinna należeć do nas.

Przeczytajcie koniecznie!

Nie mówię, że masz skakać na bungee z wieżowców czy pływać z wielorybami (chociaż cichcem bym się z tego cieszył), ale żebyś żyła odważnie. Zmuszaj się do przekraczania własnych granic. Nie spoczywaj na laurach. (…) Po prostu żyj dobrze. Po prostu żyj.