Miesiąc: Sierpień 2016

Rzymskie wakacje – Roman Holiday

Rzymskie wakacje

 

27 sierpnia to szczególny dzień dla miłośników kina i … dwóch kółek. W tym właśnie dniu w 1953 r. premierę miała kultowa komedia w reżyserii Williama Wylera, która przyniosła światową sławę nie tylko odtwórczyni głównej roli Audrey Hepburn, ale również skuterowi Vespa.

 

roman-holiday-rzymskie-wakacje-gregory-peck-audrey-hepburn-cocktail-drink-thelksinoe

 

Rzymskie wakacje, bo o tym filmie mowa, to jeden z naszych ulubionych filmów. Opowiada on o księżniczce Annie (Audrey Hepburn), która w trakcie dyplomatycznej podróży odwiedza Rzym. Tam, zmęczona polityką i dworską etykietą, ucieka od obowiązków, by incognito zwiedzić Wieczne Miasto i zakosztować życia zwykłych ludzi. Towarzyszy jej przypadkowo poznany dziennikarz Joe Bradley (w tej roli Gregory Peck).

Film ten zaklasyfikowano jako komedia romantyczna, ale daleko mu do innych filmów tego gatunku. Owszem, jest to film zabawny, lekki i przyjemny, uczucie też się pojawia, ale mądrość filmu i dojrzałość przedstawionych sądów powoduje, że bliżej mu do filmu obyczajowego niż /ciężko go umieścić na jednej półce z takimi filmami jak Pół żartem, pół serio czy Notting Hill.

 

roman-holiday-rzymskie-wakacje-movie-drink-cocktail-thelksinoe

 

Film zachwyca nie tylko inteligentnym scenariuszem, błyskotliwymi dialogami, ale przede wszystkim wspaniałą grą aktorską. Choć była to pierwsza rola Audrey Hepburn w filmie kinowym, Gregory Peck był pod tak wielkim wrażeniem jej talentu, że nalegał, żeby jej imię i nazwisko ukazało się przed tytułem filmu, ponieważ – przewidywał – otrzyma ona za swoją rolę Oscara. Jak się okazało, nie mylił się. Co ciekawe obsadzenie w głównej roli nieznanej wówczas Audrey Hepburn zostało wymuszone jedynie przez ograniczony budżet. On też spowodował, że filmu nie nakręcono w kolorze.

Film otrzymał również Oscara za kostiumy i najlepszy scenariusz. Autorem scenariusza był Dalton Trumbo, ale – ponieważ znajdował się on na czarnej liście Hollywood – jako scenarzystę w czołówce wskazano Iana McLellana Huntera, który odebrał nagrodę.

I jeszcze ciekawostka: Scena przy Ustach Prawdy była podobno spontaniczna, a reakcja Audrey na żart Gregory’ego Pecka całkowicie prawdziwa.

Księżniczka Anna: Czy to jest winda?

Joe Bradley: To mój pokój.

 

Rzymskie wakacje G Rocca

 

Rzymskie wakacje, a właściwie scena w kawiarence U Rocca, gdzie Ann zamówiła szampana, a Joe kawę parzoną na zimno, zainspirowały nas do stworzenia słodko-wytrawnego drinka. Koktajl ten nazwaliśmy oczywiście Rzymskimi wakacjami.

Rzymskie wakacje (Roman Holiday)

 

Składniki:

  • 30 ml Campari
  • 30 ml kawowo-pomarańczowo-rozmarynowego syropu cukrowego
  • 120 ml Prosecco
  • dekoracja – skórka pomarańczy i gałązka rozmarynu

Przygotowanie:

Kawowo-pomarańczowo-rozmarynowy syrop cukrowy.

Do garnuszka wlewamy 1/4 szklanki mocnej kawy, 1/4 szklanki soku pomarańczowego oraz wsypujemy pół szklanki cukru i dodajemy dwie gałązki  rozmarynu (długość każdego ok. 2-3 cm). Zagotowujemy. Gotujemy do  całkowitego rozpuszczenia cukru i jeszcze dodatkowo dwie minuty. Odstawiamy z ognia i wychładzamy.

Koktajl:

W szejkerze z lodem mieszamy Campari i syrop cukrowy. Przelewamy do szklanki typu collins, wypełnionej lodem. Dolewamy Prosecco i lekko mieszamy. Dekorujemy skórką pomarańczy i gałązką rozmarynu.

 

Rzymskie wakacje (Roman Holiday Cocktail)

 

Zanim się pojawiłeś – Jojo Moyes

Jojo Moyes Zanim się pojawiłeś

 

Lou Clark jest młoda i ładna. Ma dwadzieścia sześć lat, świat stoi przed nią otworem, ale wiedzie nudne zwyczajne życie (chyba że za emocjonujące uznamy liczenie kroków od przystanku autobusowego do domu). Nie ma żadnych ambicji i aspiracji. Woli stagnację i rutynę od zdobywania doświadczeń i poszerzania horyzontów, bo tak jest spokojniej i bezpieczniej. Jej przeciwieństwem jest  Will Traynor, bogaty trzydziestopięcioletni miłośnik sportów ekstremalnych, muzyki klasycznej, starych win i młodych kobiet, który – choć chciałby żyć pełnią życia – wskutek nieszczęśliwego wypadku zostaje przykuty do wózka inwalidzkiego. Dwoje młodych ludzi, dwa przeciwieństwa, których ścieżki splata ze sobą los …

Brzmi to jak początek banalnego wyciskacza łez, jak współczesna wersja Kopciuszka, prawda? Ale, choć powieść Zanim się pojawiłeś Jojo Moyes jest reklamowana jako historia miłosna (sama autorka tak ją określa), historia ta nie jest kolejnym harlequinem. To nie jest książka o miłości, choć głównym motorem akcji są relacje Lou Clark i Willa Traynora. Przeciwnie, to sprawnie napisana prostym, naturalnym językiem powieść obyczajowa o życiu, jego kształcie i naszych możliwościach jego kształtowania. Powieść, która uczy, że należy żyć odważnie, która uczy, że – o tym, jak chcemy żyć, jak ma wyglądać nasza codzienność, nie powinni decydować inni. Choć nie jesteśmy samotną wyspą, choć nie żyjemy w społecznej próżni i na nasz los wpływają również inni ludzie (oraz okoliczności, przedmioty, zasady i konwenanse), ostateczna decyzja w tej kwestii zawsze powinna należeć do nas.

Przeczytajcie koniecznie!

Nie mówię, że masz skakać na bungee z wieżowców czy pływać z wielorybami (chociaż cichcem bym się z tego cieszył), ale żebyś żyła odważnie. Zmuszaj się do przekraczania własnych granic. Nie spoczywaj na laurach. (…) Po prostu żyj dobrze. Po prostu żyj.

 

Tort z owocami lata

Tort z owocami lata

 

Lato to nie tylko wakacje i podróże, to również przepyszne owoce.

 

Tort z owocami lata

 

Tort z owocami lata

 

Składniki na biszkopt:

  • tłuszcz do posmarowania formy
  • 5 jajek
  • 1/2 szklanki cukru pudru
  • 100 g gorzkiej czekolady (ok. 70 % – 80%)
  • 6 łyżek mąki pszennej
  • 3 łyżki kakao
  • 5 łyżek amaretto lub rumu – do nawilżenia ciasta

 

Składniki na krem:

  • 250 g serka mascarpone
  • 100 ml śmietanki kremówki (ok. 30 %)
  • 50 gram białej czekolady
  • ziarna z 1 laski wanilii

 

Składniki na ganache:

  • 200 g gorzkiej czekolady (ok. 70 % – 80 %)
  • 150 śmietany kremówki (ok. 30 %)
  • 1 łyżka mleka
  • 1 łyżka amaretto

 

Pozostałe składniki: maliny, porzeczki, borówki lub inne dostępne owoce

 

Tort z owocami lata

 

Przygotowanie:

Biszkopt: Piekarnik rozgrzewamy do temperatury 180 °C (bez termoobiegu). Tortownicę (Ø 24 cm) natłuszczamy. Czekoladę rozpuszczamy w wodnej kąpieli. Jajka miksujemy, aż się spienią. Do spienionych jajek wsypujemy cukier puder i ubijamy na puszystą, jasną masę, do której następnie dodajemy przesianą mąkę i kakao. Delikatnie mieszamy do uzyskania jednolitej masy. Na koniec dokładamy roztopioną czekoladę, dokładnie mieszamy i przelewamy do tortownicy. Pieczemy ok. 25 minut. Po całkowitym wystudzeniu biszkopt kroimy na dwie części i nawilżamy alkoholem (lub alkoholem rozcieńczonym z przegotowaną wodą).

Krem: Ubijamy śmietankę na sztywno i łączymy z  serkiem mascarpone. Do kremu dodajemy drobno poszatkowaną białą czekoladę i wydrążone ziarna wanilii. Dokładnie mieszamy.

Ganache: Gorzką czekoladę siekamy nożem na małe kawałki i umieszczamy w żaroodpornej misce. Śmietanę podgrzewamy w rondelku doprowadzając do wrzenia, następnie zmniejszamy ogień i podgrzewamy jeszcze minutę. Gorącą śmietanką zalewamy posiekaną czekoladę. Pozostawiamy na 5 minut. Uwaga – mieszamy dopiero po upływie wskazanego czasu, aż powstanie gładki błyszczący krem, do którego na koniec dodajemy niewielką ilość mleka i amaretto.

Na krążku biszkopta rozsmarowujemy śmietankowy krem, a na nim rozkładamy owoce (maliny, porzeczki borówki lub inne owoce) przykrywamy drugim biszkoptowym krążkiem, na którym z kolei rozsmarowujemy krem czekoladowy. Na wierzchu układamy resztę owoców.

 

Tort z owocami lata

 

 

 

Nie tylko młodość…

Wysokie Obcasy i Pani

 

O kulcie młodości, botoksie i operacjach plastycznych pewnie można dużo napisać. Zmarszczki, brak idealnie wyrzeźbionego ciała wydają się bardzo nieatrakcyjne, szczególnie kiedy kolorowe magazyny wypełnione są pięknymi, młodymi modelkami i reklamami kremów czy zabiegów mających zapewnić taki właśnie wygląd. To nie jest tak, że jestem przeciwna pięknym, młodym modelkom na okładkach gazet, ale czy tego chcemy czy nie – upływ czasu jest nieodłączną częścią naszego życia i nawet jeśli niesie za sobą niedoskonałość ciała, ma też swoje uroki, choćby w postaci życiowej mądrości i doświadczenia.

Dlatego cieszę się, że moje dwa ulubione czasopisma („Pani” i „Wysokie Obcasy Extra”) coraz częściej pokazują kobiety piękne, ale przy tym prawdziwe. Kobiety, które pomimo widocznych kilku zmarszczek, mogą być dla nas inspiracją.

 

Hanza Pałac w Rulewie

Hanza Pałac

 

Wyjazdy wakacyjne wiążą się zawsze z dużymi oczekiwaniami…

W tym roku odkryliśmy niesamowite miejsce – Hanza Pałac Wellness & SPA w Rulewie (niedaleko Grudziądza). Czterogwiazdkowy hotel malowniczo położony u wrót Borów Tucholskich, otoczony pięknym parkiem z okazałym starodrzewiem, soczyście zieloną murawą i oczkami wodnymi poprzecinanymi romantycznymi mostkami, nie zawiódł naszych oczekiwań.

 

Hanza Pałac

 

Hanza Pałac w Rulewie

 

Ustronne położenie, bliskość Borów Tucholskich, park i pokryte rzęsą stawy cieszyły nie tylko nas. Każdego ranka budziły nas radosne głosy nawołujących się w gałęziach drzew ptaków, a wieczorami rozbrzmiewały wesoło cykające świerszcze.

 

Hanza Pałac w Rulewie

 

Radość sprawiała jednak nie tylko bliskość natury, ale również możliwość aktywnego odpoczynku. W hotelowym parku usytuowany jest rozbudowany park linowy z pięcioma trasami, różniącymi się trudnością przeszkód i wysokością usytuowania, czyli wielkością wyzwalanej w nas adrenaliny i satysfakcji z ich pokonania. Ciekawostką jest trasa Tandem, którą można pokonać jedynie we dwójkę. Satysfakcję zapewnia też zjazd tyrolski nad parkowym stawem, drzewo wspinaczkowe, skok wahadłowy i skok pionowy, zwany przez instruktorów skokiem samobójcy. Polecamy szczególnie dwie ostatnie atrakcje. I nie martwcie się, jeżeli stojąc na drewnianej platformie skoku samobójcy, usytuowanej 13 metrów nad twardą, bardzo twardą ziemią, po spojrzeniu w dół, rozpłaczecie się ze strachu. Jak stwierdziła rezolutnie Mała Lia Lepiej się rozpłakać, niż zginąć.

 

Hanza Pałac w Rulewie park linowy

 

Hanza Pałac

 

Ciekawe atrakcje czekają tu także na najmłodsze dzieci. Z myślą o nich przygotowano niskopołożoną trasę linową, duży park zabaw i zagrodę ze zwierzętami.

Jeżeli to za mało, zawsze można skorzystać z basenu i strefy spa albo wybrać się na spływ kajakowy nurtem Wdy lub też zwiedzić okoliczne zamki krzyżackie (Malbork, Świecie, Gniew). W pobliżu znajduje się również stadnina koni oraz jeziora z kąpieliskami.

 

Hanza Pałac

 

Hanza Pałac

 

Po spływie czy zabawie w Tarzana trzeba oczywiście coś zjeść, żeby odzyskać utraconą energię. W tym wypadku Hanza Pałac także nas nie zawiódł. Zarówno jedzenie oferowane w formie bufetu, jak i a’la carte, było bardzo dobre.

 

 

Hanza Pałac

 

Pięknie i ekstremalnie …

Dziękujemy Hanza! Na pewno wrócimy!

 

Hanza Pałac

 

Hanza Pałac

 

Kajakiem przez Wdę

Spływ kajakowy Wdą

 

Wda (lewobrzeżny dopływ Wisły, przepływający przez Bory Tucholskie) zwana jest Czarną Wodą. Nazwa ta według Wikipedii wzięła się “od barwy wód rzeki: ciemnych, a czasami wręcz czarnych”. Dla nas Wda nie była wcale czarna. Pokryte gęstym listowiem drzewa, odbijające się w toni rzeki i bogata roślinność wodna, sprawiająca wrażenie wiosłowania przez długowłosy dywan, powodowały, że Czarna Woda mieniła się różnymi odcieniami zieleni. Ta relaksująca barwa, zmienny nurt Wdy (od wartkości górskiego potoku po ospałość rzeki), liczne zakola, zalesione brzegi, powalone lub przechylone drzewa (pod którymi można przepłynąć) oraz towarzystwo dzikiej przyrody (może nie zawsze dzikiej – kaczki chętnie podpływają do kajakarzy z nadzieją na poczęstunek) zapewniły niezapomniane przeżycia.

 

Spływ kajakowy Wdą

 

Wda jest jednym z najbardziej malowniczych szlaków kajakowych o długości ok. 195 km, ale żeby poznać jej urokliwe zakątki nie trzeba płynąć aż tyle. Nawet kilkunastokilometrowy szlak (np. Stara Rzeka – Tleń) to idealny pomysł na sierpniowy aktywny weekend w towarzystwie szumu drzew i śpiewu ptaków. Polecamy.

 

Spływ kajakowy Wdą

 

Spływ kajakowy Wdą

 

Spływ kajakowy Wdą

 

Spływ kajakowy Wdą

 

Spływ kajakowy Wdą

 

Spływ kajakowy Wdą

 

Spływ kajakowy Wdą

 

W drodze można spotkać kaczki, łabędzie, perkozy …

 

Spływ kajakowy Wdą

 

Spływ kajakowy Wdą

 

Spływ kajakowy Wdą

 

Spływ kajakowy Wdą

 

Spływ kajakowy Wdą

 

… przepiękne turkusowo-granatowe ważki.

 

Spływ kajakowy Wdą

 

Haiga – zachód słońca

Zachód słońca nad morzem to  chwila, gdy w blasku ognia wielobarwna feeria dnia ustępuje miejsca popielnej szarości i czerni mroku. Zanim to jednak nastąpi ostatnie promienie słońca zmieniają nas w pełne życia cienie… a to wszystko przy akompaniamencie fal… Magiczne…

 

wieczór nad morzem kto pierwszy - mewa czy słońce za horyzontem?

 

zachód słońca ostatni cień opuszcza plażę

 

zachód słońca - w szumie fal śmiech cieni

 

Święto trąbek – Marta Masada

święto-trąbek-marta-masada-recenzja-szkice-nad-literaturą-thelksinoe

 

Wydaje się, że Zula ma wszystko, co potrzebne jest do tego, aby być szczęśliwą: jest młoda, piękna, dobrze wykształcona, ma pracę zapewniającą jej finansową stabilizację,

a jednak…

W życiu Zuli mrok osiąga maksimum. Jest zawieszona w przestrzeni, w której obrazy wojny i Auschwitz (zaszczepione przez wychowującego ją dziadka) ścierają się z upadlającym, a zarazem uzależniający ją seksem, z poczuciem winy i lękiem.

Marta Masada ma niewątpliwie talent. Łatwość, z jaką kreuje sylwetkę swojej bohaterki, budzi podziw. Wystarczy kilka zdań, krótki, acz dosadny monolog wewnętrzny, a już czuje się to, co czuje Zofia (Zula) Pogorzelska. Autorka wykreowała bohaterkę charakterystyczną, dostrzegającą pustkę i szarość polskiej rzeczywistości i mentalności, naznaczoną poczuciem winy i … nielogiczną obsesją na punkcie Żydów, superbohaterów Shoah. Zula, wychowana przez ocalałego z Auschwitz dziadka, stuprocentowa Polka, gojka, chce zostać żoną Żyda i rodzić żydowskie dzieci.

Całym jej życiem rządzi to obsesyjne pragnienie miłości, spaczone przez wydumane poczucie winy za Holocaust i wyobrażenie Żydów – pięknych i mądrych superbohaterów. Wyobrażenie urojone. Jej kolejnym wybrankom, oczywiście żydowskiego pochodzenia,  daleko do tych wyśnionych ideałów z opowieści dziadka. Pierwszy (reżyser Roman Wrzeszcz) to żonaty samiec alfa, który spotyka się z Zulą tylko dla wyuzdanego i poniżającego seksu. Drugi to jego stuprocentowe przeciwieństwo – niedojrzały artysta (Rafael Hirsch), który mimo trzydziestu lat na karku kurczowo trzyma się maminej spódnicy. Trzeci, ehh… szkoda słów. Przy tym, wszystkich jej wybranków, mimo że znajdują się na przeciwległych wierzchołkach trójkąta łączy jedno – ogromna miłość własna, w której nie ma miejsca dla naszej bohaterki.

Niemniej, Zula lgnie do Żydów, próbując – na swój sposób – zadośćuczynić ciążącej jej winie. A jej starania, jej wysiłki, składają się na historię o polskiej szarości i braku radości w życiu, na historię o Polakach i Żydach, sąsiadach z tego samego miasteczka, o wzajemnej licytacji, która to z nacji (Polacy czy Żydzi) więcej wycierpiała w trakcie II wojny światowej i o wzajemnej niechęci (antysemityzmie i antypolonizmie).

Święto trąbek, choć to powieść o poszukiwaniu miłości, nie jest romantyczną hollywoodzką historią znaną z twórczości Nicholasa Sparksa. To powieść, która nie pozwala na obojętność, irytuje (głównie kreacją głównej bohaterki) i bulwersuje (przede wszystkim pornograficznymi momentami), ale również zmusza do myślenia, do refleksji nad przyczynami takiej a nie innej naszej rzeczywistości i mentalności. Autorka – parafrazując jednego z bohaterów Święta trąbeknie jest „malarzem pejzażowym”. Chce się wyrazić, a nie upiększać. Woli niepokoić niż wszystkim się podobać. Jej powieści nie opatrzysz znakiem „satysfakcja gwarantowana”, ale spędzonego z nią czasu nie uznasz za stracony.

Sztuka, która nie oburza i nie prowokuje, nie jest sztuką. Jest wtedy tylko przyjemnym ornamentem. (…) Ona musi odrzucać i wywoływać dyskomfort. Wtedy dotyka prawdy.