Miesiąc: Maj 2016

Sprzedaj lodówkę i jedź

Gringo wśród dzikich plemion

 

Marzysz o podróżach? Kuszą Cię przygody, obce kraje? Chcesz spotkać dzikich z amazońskiej dżungli i postrzelać z dmuchawki? Nic prostszego! Wystarczy sprzedać lodówkę i jechać, bo “marzenia nie mają ceny, a bilety lotnicze owszem.”

Tak przynajmniej twierdzi znany, kontrowersyjny publicysta i podróżnik Wojciech Cejrowski.

Tyle że to pozornie jest tylko takie proste i łatwe… W świecie, w którym nawet motyle mogą cię zabić, nie wystarczy lodówka. O nie! Trzeba mieć jeszcze tupet jak taran, refleks jak błyskawica i … język jak gawędziarz…

A Wojciech Cejrowski ma i jedno i drugie… a opowiada jak nikt…

Gringo wśród dzikich plemion to właśnie zbiór jego opowieści i wspomnień z podróży do Ameryki Południowej, spotkań z dzikimi Indianami, “dziką” cywilizacją i z dziką przyrodą. Zbiór to przy tym niesamowicie mądry, choć autor w sposób lekki i bez nachalnego moralizowania dzieli się swoją wiedzą i spostrzeżeniami na temat odwiedzanych miejsc, spotykanych ludzi, w tym Indian, ich sposobu myślenia i spojrzenia na świat, ich kultury i zwyczajów. Uczy nas jak dzicy postrzegają czas, jak z odgłosów wydawanych przez tukany wyczytać jaka będzie pogoda, czy też jak za pomocą słów gringo, nóż, zabić (to są często jedyne słowa po hiszpańsku, które znają dzicy) powiedzieć Bardzo smaczna ta zupa z małpy, dziękuję. Jest to również zbiór dowcipny, bo swoje spostrzeżenia i przygody Wojciech Cejrowski przedstawia ze swadą godną prawdziwego Indianina czy średniowiecznego barda, okraszając każdą historię świetnymi żartami i satyrycznymi puentami. Posłuchajcie:

Motyl – bardzo delikatne słowo. Zwiewne; zupełnie jak… motyl. Po angielsku też jest delikatne – butterfly. (…) brzmi jak aksamit. Jest takie… maślane.

Po francusku, z kolei śliczne, drobniutkie – papillon.

Po hiszpańsku, urocze – mariposa.

Po rosyjsku, kochane – baboćka.

A po niemiecku SCHMETTERLING! No cóż.

***

Motyle w Amazonii są tak piękne, że zapierają dech w piersiach. (…) Raz na zawsze…

Leci sobie baboćka, leci papillon, leci mariposa…i nagle okazuje się, że to jednak !!!SCHMETTERLING!!!

 

Małe stopy w dużych szpilkach

Małe stópki w dużych szpilkach

 

Moja miłość do szpilek zaczęła się w wieku 5 lat, a może nawet wcześniej.
Mama uwielbiała kupować buty, miała ich – jak na tamte czasy – naprawdę dużo i to w różnych kolorach. Tacie oczywiście mówiła, że one wszystkie “są bardzo stare” :). Każdą nową parę chowała głęboko w szafie, ale dla mnie nie było rzeczy niemożliwych. Wszystkie kryjówki w szafie miałam opanowane… Jej zakamarki znałam jak własną kieszeń… Moje malutkie stopy tonęły w tych szpilkach, nie zmienia to jednak faktu, że były to jedne z fajniejszych momentów moich dziecięcych zabaw.
Dzisiaj mogę do woli chodzić w szpilkach, jeśli tylko moje stopy się nie zbuntują …
a podobne szpilkowe zabawy urządza sobie teraz Lia… Rozczulający jest widok jej małych stópek w za dużych dla niej szpilkach…

 

Ps. Oczywiście, w słowach mamy nie było ani grama fałszu. Zanim założyła “nowe” szpilki, “leżakowały” one w szafie trochę czasu. Poza tym, każda para była już wtedy z reguły gruntownie przeze mnie przetestowana…

Ps. 2.

Noe: O, Kochanie, masz nowe szpilki!?

Thelksi: Nie…, to stare!

Noe: Jak bardzo?

Thelksi: …kilka dni…

 

Małe stópki w dużych szpilkach

 

Z okazji Dnia Mamy – Wszystkiego Najlepszego …

 

Na Dzień Matki

 

Mus z pietruszki z owocami leśnymi

Mus z pietruszki

 

Pietruszka i deser ? Nigdy w życiu !!… Tak byśmy powiedzieli jeszcze nie tak dawno …a potem…

Ten przepis zobaczyłam w marcowej PANI i wypróbowałam … Ma bardzo ciekawy smak.

 

Składniki:

  • 250 gram korzenia pietruszki
  • 250 ml mleka kokosowego
  • laska wanilii
  • 2 łyżki syropu z daktyli (lub syropu klonowego)
  • mrożone owoce leśne
  • 1łyżka miodu
  • skórka otarta z limonki
  • szczypta soli

 

Przygotowanie:

Pietruszkę obieramy i kroimy w cienkie plasterki, zalewamy mlekiem kokosowym, dodajemy szczyptę soli, wyskrobane z laski ziarna wanilii razem z pustą laską oraz syrop daktylowy. Wszystko razem gotujemy na wolnym ogniu do rozpadu pietruszki. Wtedy też wyjmujemy pustą laskę wanilii, a resztę miksujemy na gładki krem. W międzyczasie do rondelka wrzucamy owoce leśne, miód i otartą skórkę z limonki. Gotujemy do odparowania soku, następnie miksujemy owoce. Przekładamy na mus pietruszkowo-kokosowy. Dekorujemy np. płatkami migdałów, mrożonymi owocami.

 

Szczęście ukryte w bzie

Szczęście ukryte w bzie

 

Wiosenny dom musi pachnieć bzem…

i musi być pełen szczęścia… przynajmniej w postaci … pięciopłatkowych kwiatuszków.

 

Szczęście ukryte w bzie

 

Lia w swoim bukiecie znalazła 17 szczęść, stwierdzając, że jest farciarą 🙂

 

Szczęście ukryte w bzie

 

A gdyby się Wam znudziły tradycyjne wazony, zawsze można je zastąpić słoikiem i papierową torbą. Nie dość, że wygląda to nowocześnie, to jeszcze jest ekologiczne.

 

Szczęście ukryte w bzie

 

Szczęście ukryte w bzie

 

Z mgły zrodzony Brandon Sanderson

Z mgły zrodzony

 

Przez tysiąc lat popiół zasypywał kraj, nie kwitły kwiaty. Przez tysiąc lat skaa wiedli niewolnicze życie w nędzy i strachu. Przez tysiąc lat Ostatni Imperator, Skrawek Nieskończoności rządził władzą absolutną i ostatecznym terrorem, niezwyciężony jak bóg.

Taki opis widnieje na okładce powieści Z mgły zrodzony Brandona Sandersona, choć według mnie wystarczyłoby krótsze ostrzeżenie podobne do tego z opakowań papierosów, bo Z mgły zrodzony to powieść niebezpieczna. Może spowodować pożar domu albo przynajmniej pozbawić cię posiłku, gdy pogrążony w lekturze zapomnisz o gotującym się obiedzie. Może też przyczynić się do rozwodu, bo zamiast o małżonku będziesz myśleć o dalszych losach bohaterów tej powieści.

Ja tego nie wiedziałem, gdy wziąłem do ręki ten gruby (liczący ponad 600 stron) tom, ale Thelksi szybko uświadomiła mi grożące niebezpieczeństwa.

Zrodzony z Mgły to powieść fantasy o grupie uzdolnionych (również magicznie) złodziei, z szesnastoletnią Vin i charyzmatycznym Kelsierze na czele, którzy ośmielają się walczyć z obdarzonym boskimi mocami Ostatnim Imperatorem – absolutnym władcą spowitego tajemniczą mgłą i popiołem Ostatniego Imperium – o wolność dla skaa.

Brzmi banalnie i przewidywalnie, ale powieść wciąga i zapewnia dobrą rozrywkę na kilka dni. Zasługa to – oczywiście – sprawnego pióra autora, ciekawych opisów i dialogów z filozoficznymi kwestiami (“Czym są pieniądze? Fizyczna interpretacja abstrakcyjnej idei wysiłku.”), które budują nastrój i zmuszają czytelnika do ciągłego zadawania pytań – czy racja jest w 100% po stronie głównych bohaterów, co sprawiło, że ubogi syn kowala, chcąc ratować świat, zmienił się w Ostatniego Imperatora, niemal boga, którego poddani zwą “Skrawkiem Nieskończoności”. Nie mniej intryguje wykreowany szczegółowo świat Ostatniego Imperium z jego strukturą polityczną i społeczną, z czerwonym słońcem, wszechobecnym popiołem, brązowymi roślinami i przerażającą mgłą, ciekawy system magii z allomancją i feruchemią, niepapierowi bohaterowie z ich zaletami i wadami oraz wartka akcja.

Z mgły zrodzony to pierwszy tom cyklu Ostatnie Imperium, ale na pewno nie ostatni, po który sięgnę. Przy tym – choć nie uzyska się odpowiedzi na wszystkie nurtujące nas pytania  – można zakończyć swoją przygodę z Vin na tym tylko tomie, zawiera on bowiem satysfakcjonujące zakończenie.

 

Peter Lindbergh – definiując kobietę

Peter Lindbergh

 

Największą inspiracją są dla nas ludzie.

Jednym z naszych mistrzów jest Peter Lindbergh, wybitny niemiecki (choć urodzony w 1944 w Lesznie) fotograf.

Peter Lindbergh dla fotografii porzucił malarstwo i to chyba dobrze… Zresztą, jak sam kiedyś stwierdził, fotografowie modowi to współcześni malarze. Podał on też (w wolnym tłumaczeniu), że:

Najważniejsze w fotografowaniu mody nie są ani modelki, ani ubrania, lecz to, że jesteś odpowiedzialny za zdefiniowanie dzisiejszej kobiety. To, jak sądzę, jest moją pracą.

Realizując te słowa, stworzył więc obrazy, które zapisały się nie tylko w świecie fotografii i mody, ale też stały się inspiracją dla innych artystów. Do jego fotografii dla brytyjskiego Vogue’a (styczeń 1990) nawiązuje choćby kultowy klip “Freedom 90” George’a Michaela.

 

Peter Lindbergh

 

Peter Lindbergh, jak nikt inny, potrafi wydobyć z kobiety jej naturalne piękno, osobowość, a nawet duszę.

Duszę modelek widać też na łamach kwietniowego Vogue Italia, do którego Peter Lindbergh zrobił okładkę (jedną z trzech obok Patricka Demarchelier i Bruca Webera) i editorial.

Gdy zobaczyłam tę okładkę, od razu przypomniał mi się amerykański Vogue z kwietnia 1992 r.

 

Peter Lindbergh

 

Na jego okładce Cindy Crawford, Tatjana Patiz, Karen Alexander, Helena Christensen, Eva Herzigova i Nadja Auermann pozują w białych koszulach. Są radosne i rozbawione, a ich ciała i spojrzenia zdają się być pozbawione jakichkolwiek trosk.

Okładka kwietniowego Vogue Italia, mimo podobnego planu, daje odmienny przekaz. Piękne modelki (Kenza Fourati, Samantha Ellsworth, Pooja Moor i Elisa Sednaoui) w czarno-białych, prostych strojach, na tle niespokojnego morza prezentują powagę (niekiedy smutek), ale też jedność i siłę.

 

Peter Lindbergh

 

Obraz nasuwa dodatkowe skojarzenia … niezwiązane w żaden sposób z modą…

 

Peter Lindbergh

 

Peter Lindbergh

 

Nie dziwi mnie to. Sam Peter Lindbergh powiedział:

Jeśli fotografowie są odpowiedzialni za tworzenie lub odzwierciedlenie obrazu kobiet w społeczeństwie, to muszę powiedzieć, że jest tylko jedna droga na przyszłość, i jest nią zdefiniowanie kobiety jako silnej i niezależnej.

 

Peter Lindbergh

 

Inspirujące…

Z pracami Petera Lindbergha można zapoznać się na jego oficjalnej stronie i profilu na facebooku

 

Hey Joe 2016 (…7356…)

Hey Joe 2016

 

Na wrocławskim rynku znowu zabrzmiało kilka tysięcy gitar. 7356 gitarzystów uderzyło w struny, ustanawiając nowy Gitarowy Rekord Guinnessa.

Wśród gitarzystów dostrzegliśmy (zdjęcie poniżej) Patryka Siewierę, zwycięzcę VII Ogólnopolskich Konfrontacji Gitarowych w Płocku. Jest znakomity !

 

Hey Joe 2016

 

Hey Joe 2016

 

Hey Joe 2016