Kiedy kota nie ma
 

– Czy masz już dla mnie prezent na dzień kobiet? – spytała Thelksi kilka dni przed tym świętem.
– Oczywiście! – odparłem skwapliwie, notując jednocześnie w kalendarzu „kupić prezent dla Thelksi”.
– …bo jeśli nie – ciągnęła – mam pewną sugestię…

Nadstawiłem uszu. Po czym, gdy znalazłem wolną chwilę, usiadłem przy komputerze. Sprawdziłem cenę sugestii. Przeliczyłem jeszcze raz liczbę zer i stwierdziłem, że jednak zabiorę Thelksi do teatru. Tak, wiem… Urosłem w Waszych oczach. Oto, prawdziwy mężczyzna, który nie boi się ryzyka.

Z drugiej strony, ryzyko chyba nie było zbyt duże. Wydawało mi się, że doborowa obsada (Viola Arlak, Marta Wierzbicka, Wojciech Wysocki, Jacek Lenartowicz, Maja Barełkowska i Aleksandra Grzelak) gwarantowała dobrą zabawę. Nie pomyliłem się. Spektakl warszawskiego Teatru Capitol “Kiedy kota nie ma” to wspaniała farsa, z dobrą grą aktorską, błyskotliwymi i zabawnymi tekstami. Ta  komedia pomyłek o perypetiach dwóch małżeństw z dwudziestoletnim stażem doprowadzi do śmiechu największego ponuraka, chyba że wcześniej opuści on salę zawstydzony lub zniesmaczony łóżkowymi żartami. Ja dotrwałem do końca, śmiejąc się niemal bez przerwy.

A Thelksi? Cóż… Gdy już otarła łzy (które roniła ze śmiechu podczas całego przedstawienia), spytała niewinnie – A Brabus czeka w garażu?

 Kiedy kota nie mazdjęcie pochodzi ze strony clubcapitol.pl.